Obsługiwane przez usługę Blogger.

Krytyka Artystyczna



Mury kryją wiele tajemnic, skrywają historie, jakie posiadają ich mieszkańcy. To co ludzie przeżywają często zostawia ślad na budynkach i w ich bliskim otoczeniu. Nie tylko w naszych domach ale również w elementach architektury zgromadzonej w naszym środowisku. Tam, gdzie rodzi się człowiek powstaje historia, a budynki ją przechowują . Każdy czyn pozostawia ślad, wspomnienia zapisują się w naszych głowach i kształtują przedstawicieli naszego gatunku.
To pamięć jest skarbnicą tego co przeżyliśmy, jest jak wielka biblioteka, z której bierzemy w dłonie książki jedna po drugiej, przypominając sobie wydarzenia zapisane naszymi własnymi myślami. Przechowywanie wspomnień, tajemnice przeszłości, rzeczy posiadające wartości historyczne znajdziemy w magicznych domach zwanych muzeami.


Fot. Wojciech Chrubasik.




Muzea posiadają niewiarygodną wartość, ponieważ w nich odnajdujemy namacalne opowieści zaklęte w rzeczach z różnego okresu. Właśnie w takie miejsce, a mianowicie do Pawilonu Czterech Kopuł, zaprosiła studentów II i III roku Mediacji Sztuki z Akademii Sztuk Pięknych im. Eugeniusza Gepperta we Wrocławiu,
Dr Agnieszka Kłos, aby poprowadzić w  tych niecodziennych warunkach zajęcia z Krytyki Artystycznej. Spotkanie odbyło się 8 maja. O godzinie 10.30 uczestnicy zajęć przekroczyli bramy muzeum, które wprowadziły ich w inny wymiar. Białe, wysokie ściany tworzą niecodzienną obszerną przestrzeń, w której eksponaty nabierają innego wydźwięku. Ich historie są bardziej dostępne dla widza. Wykładowczyni skupiła się na jednej
z sal poświęconej tragedii II drugiej wojny światowej i jej ofiar. Syndrom wojny odbił się na artystach ukształtowanych przez ten czas, ale miał też ogromne znaczenie dla twórców kolejnych pokoleń.

Strach przed innością, zazdrość i nienawiść, spowodowały masową eksterminacje narodu żydowskiego i innych mniejszości narodowych, a także homoseksualistów. Dorobek artystów, którzy mieli styczność z obozami koncentracyjnymi wiąże się z pewnym specyficznym rodzajem wrażliwości. Krzywda na drugim człowieku odgrywa wielką role w życiu ofiary, a oni pokazują nam poprzez swoje prace przeżycia i myśli, które towarzyszą im od lat . Język plastyczny pomaga ukazać w interesujący sposób los człowieka, jego przeżycia i emocje jakim nim targają. 

Artystą, który doskonale opowiada w swoich pracach o obozach był Józef Szajna, przy którego dziełach prowadzony był wykład. Środek sali wypełniony był skupiskiem butów o nienaturalnie dużych rozmiarach, tworzących jednolitą instalację rzeźbiarską. Ta część garderoby symbolizuje wolość, którą posiada każdy Homo Sapiens , a która została brutalnie odebrana narodom. Obuwie ma też inne znacznie. Jego cechą jest zapisywanie na własnej powierzchni historii otoczenia. Im but jest bardziej zużyty tym więcej widział i czuł. Teatralność Prac Szajny jest olbrzymia. W jednej z wnęk ustawiono popiersia ludzi. Niektóre wypełnione zdjęciami więźniów obozu koncentracyjnego, a inne całkowicie czarne lub przedstawiające samego artystę, tworząc tłum, który w specyficzny sposób dotyka odbiorcę po same kości , wchodzi do krwiobiegu i wędruje po całym ciele.

W towarzystwie prac scenografa znajdują się prace Władysława Hasiora i Mirosława Bałki, w których również odbijają się widma wojny. W innych salach słyszymy to samo echo pustki i zranienia, jakie przyniosły wydarzenia związane z II wojną światową. W jednej z nich mamy do czynienia z monumentalnymi rzeźbami, które wyszły spod rąk Magdaleny Abakanowicz, a w innej prace kobiety zmagającej się w swojej twórczości
z własną chorobą, czyli Aliny Szapocznikow.

Głos jaki słychać w Pawilonie Czterech Kopuł nie jest jednoznaczny, choć patrząc na eksponaty wymienionych wyżej artystów tworzy krainę uśpionych przedmiotów i zaklętych w nich ludzi. Samo miejsce powoduje, że przenosimy się do innego czasu, to tu zapisane są wydarzenia związane 
z życiem niezwykłych jednostek polskiej kultury. Mamy wrażenie, że gdy się wchodzi w białą przestrzeń przenosimy się do ich umysłów, ludzi którzy wiele przeżyli. 

W czterech ścianach można zgromadzić niezwykłe historie o różnorodnym kolorycie. Pamiętajmy o tym, że mury posiadają własny zapis czasu nie tylko wewnątrz, ale również na zewnątrz. Są jak książki, które zapisywane kartka po kartce wędrują na półkę i czekają na czytelnika.

                                                                                                                                 
 Łukasz Kwiliński

Share
Tweet
Pin
Share
No komentarze
Czy fotografia to malowanie światłem, a ruchoma fotografia to film? Czy film może być rzeźbą? Dziś dziedziny sztuki przenikają się i uzupełniają. Jury tegorocznego konkursu przełamało granice podziału dziedzin sztuki. 


Fot. Joanna Kozłowska.


Od 15 do 30 marca 2018 trwała wystawa pt. „Najlepsza rzeźba roku”. Był to konkurs skierowany do studentów Rzeźby na Akademii Sztuk Pięknych im. E. Gepperta we Wrocławiu. Poziom zaprezentowanych prac był bardzo wysoki, a one same zróżnicowane pod względem zastosowanych materiałów, tematyki i pomysłowości autorów.

Drewniany blat stołu trzymany przez wyciosane drewniane dziecko, był propozycją Karola Wiktora, studenta 
V roku Rzeźby. „Portal” cechował się dużym wyczuciem formy i nieprzeciętnymi umiejętnościami warsztatowymi. Anna Blada, reprezentantka pracowni kamienia, poprzez „Leżę i pachnę” nawiązała do słynnej Wenus z Willendorfu. Natomiast płaty zielonej blachy skonstruowane i połączone to propozycja Magdaleny Grabiec. Utworzona w ten sposób czysta forma, była odbierana przez widzów jako syntetyczny kaktus. Oczywiście, nie zabrakło klasyki, czyli odlewu gipsowego popiersia, autorstwa Dominiki Simovy. 

Inne zaprezentowane materiały to m. in. blacha połączona z malarstwem, styropian, plastelina, stal, szkło, techniki autorskie i przedmioty gotowe –ready - made. Pojawiły się także prace konceptualne oraz inspirowane twórczością Katarzyny Kobro. Wyróżniona została prosta konstrukcja Alberta Wrotnowskiego. „Stop klatka”; cegły umieszczone w metalowych stojakach, które imitowały lornetki. Praca wzbudzała duże zainteresowanie publiczności, którzy z ciekawością zaglądali do ceglanych otworów. 


Fot. Joanna Kozłowska.


Zwycięstwo, czyli zajęcie I miejsca, należy do Jagny Nawrockiej, studentki II roku wydziału Malarstwa i Rzeźby. Nawrocka jako studentka Mediacji Sztuki, czyli kierunku, który ma bogate zaplecze teoretyczne, również jest nastawiony na poszukiwanie odpowiednich środków wyrazu poprzez różne techniki, w różnych pracowniach. Zdecydowała wyrażać się poprzez kostiumy, zamiłowanie do wzorzystych i lśniących tkanin. Zafascynowała ją także twórczość Gustava Klimta. Z tych i innych wielu  składowych powstało dzieło, niezwykle świadome oraz wiarygodne. W  filmie pt. „Proces” autorka opowiada o swoich poszukiwaniach i inspiracjach. Jury było oczarowane wykorzystaniem tkanin, czyli materiałów miękkich do stworzenia nagrania, które było odpowiedzią na problem rzeźbiarski. Praca została zaprezentowana na parterze w zacienionym miejscu, gdzie jej głos niósł się po korytarzu jak manifest artystyczny. Tworzyła się w ten sposób niezwykle artystyczna aura. Dodatkowym walorem jest głos artystki, która operuje dobrą dykcją i poprawną polszczyzną.


Publiczność z zaciekawieniem oglądała wysokiej jakości prace. Selekcja dopuszczonych dzieł była poprawna, ponieważ w jej wyniku powstała spójna, wartościowa wystawa. Był to popis rzeźbiarzy, ciężko określić dla której grupy bardziej przyjemny – artystów czy odbiorców. To także niepodważalny dowód na to, że poziom Rzeźby na ASP we Wrocławiu to bardzo wysoki poziom, co świadczy o talentach dydaktyków i studentów.



Najlepsza rzeźba roku - wystawa studentów Rzeźby, Akademia Sztuk Pięknych im. Eugeniusza Gepperta we Wrocławiu, Aula, 15 - 30.03.2018 rok.




Joanna Kozłowska
Share
Tweet
Pin
Share
No komentarze
Czym jest strefa komfortu i skąd wziął się społeczny przymus jej opuszczania? Zdanie: “Wyjdź ze swojej strefy komfortu” wydaje się podejrzanie bliskie hasłom: “Wybierz produkt X” lub “Oddaj swój głos na Y”. Czy opuszczanie strefy komfortu, tożsame z ideą samodoskonalenia, której podstawy leżą w moralnie wątpliwej ekonomii współczesnego coachingu, nie jest świadectwem konformizmu i wpisywania się w normy?    



Fot. Grzegorz Madaliński.

“Strefa komfortu”, wystawa albo twórcze laboratorium,  trwała dwa tygodnie, w ciągu których jej charakter ulegał przemianom. Do ekspozycji dołączali nowi artyści, zmieniały się układy, strefa poszerzała się o nowe spojrzenia, wszystkie zresztą przedstawiające bardzo prywatne światy przeżyć, skonfrontowane z otwarciem się na publiczność. Podziemia Wyspy Tamki stały się obszarem badawczym, w którym trudno o jasne podziały na obserwatorów i obserwowanych.

Pomieszczenia piwnicy zaaranżowano w półprywatne miejsca (strefy), prezentujące różnorodne wypowiedzi każdego z artystów, dla których wspólnym mianownikiem była surowość, oszczędność środków wyrazu, wszechobecna atmosfera wyobcowania, ciągłe balansowanie na granicy “bezpiecznej strefy” oraz tego, co pozostaje poza nią. Wkraczanie i wykraczanie, proces redefiniowania, przekraczania, kwestionowania, poszukiwanie równowagi między otwartością a prywatnością. Spójność narracji umacniała dodatkowo różnorodność rozwiązań formalnych -  od zjawisk wpisujących się w ramy sztuki site specific, przez instalacje dźwiękowe, performance, video, aż po elementy ready mades. Siłę wyrazu budował także widoczny kolektywizm działań twórczych i samoorganizacja artystów, wśród których większość stanowili studenci różnych lat i wydziałów wrocławskiej Akademii Sztuk Pięknych.

Koncepcja wspólnego ( i nieustannego) tworzenia wystawy we wszystkich jej etapach - od pierwotnej idei aż do  finisażu -  niosła przede wszystkim możliwość przekształceń, tworzenia kolejnych warstw, dopuszczania do głosu nowych uczestników, stawiania kolejnych diagnoz dotyczących współczesności, a co za tym idzie, określania jej podstawowych problemów, takich jak inwigilacja, unikanie odpowiedzialności, radykalizacja, pozorny luksus świata zdominowanego przez technologię. “Strefa”, rządząca się własnymi prawami, pozwalała sobie na odkrywanie kart, ale także na ironizowanie, obracanie wszystkiego w żart, grę z odbiorcą, balansowanie na granicy własnej śmieszności i ośmieszenia.

Przekraczanie granic strefy, zgodnie z coachingową retoryką, miałoby być działaniem ryzykownym, lecz oczyszczającym. Utrata fikcyjnego statusu bezpieczeństwa niesie potencjał twórczy, zmianę, ulepszenie. Działanie strefy można jednak porównać do czarno-białego schematu funkcjonowania jednostki w mediach społecznościowych: ”w środku” doskwierają sztuczność, kontrola, utrata prywatności, spłaszczenie relacji międzyludzkich, ale po wyjściu “na zewnątrz”, w twarz zacina lodowaty wiatr społecznego wyobcowania i dezinformacji. Czy w świecie podporządkowanym tego rodzaju radykalne podziały opuszczenie strefy komfortu jest możliwe, a jeśli tak, co nas czeka poza nią? Radykalizmy, lodowaty wiatr? A może zagubione szerokie spektrum skali szarości, które można było na chwilę dostrzec w piwnicy Wyspy Tamki.     


“Strefa Komfortu”, 2 - 11.02,  Wyspa Tamka, Wrocław.


                                                     
                                                                                                  Julia  Tyszka
Share
Tweet
Pin
Share
No komentarze


Moc i delikatność, dwa z pozoru odmienne, sprzeczne pojęcia, wzajemnie wykluczające się. Jednak po dłuższym przeanalizowaniu, zauważalne jest, że istnieje  między nimi pewną harmonia, wzajemne uzupełnienia się oraz więź tworząca między nimi połączenie idealne. W konfiguracji ze sobą istnieją jako złoty środek, do którego każdy z nas powinien zmierzać, aby osiągnąć pełen spokój i harmonie.

Pod tak wyjątkowym tytułem ,,Moc i delikatność”, została otwarta najnowsza wystawa zaaranżowana w przestrzeni Galerii Neon, znajdująca się w gmachu Akademii Sztuk Pięknych przy ulicy Traugutta. W artystycznym wydarzeniu wzięło udział czterech artystów  związanych zawodowo z Akademią, prof. Jacek Jarczewski, prof. Łukasz Morawski, prof. Aleksander Marek Zyśko oraz prof. Anna Maria Kramm.



Fot. Karolina Kopka.



Wystawa prezentuje prace kilku różnych dyscyplin artystycznych, w których głównie pracują artyści biorący w niej udział. Należą do nich: malarstwo, rysunek oraz rzeźba. Przestrzeń wystawiennicza została w  znacznej części poświęcona pracom  Jacka Jarczewskiego. Zaprezentował on serię malarskich dzieł, poświęconych dotychczasowej technice, w której się specjalizuje, mianowicie w technologii haptycznej. Metoda ta polega na tworzeniu obiektów wizualnych, które wyróżniają się swoją namacalną strukturalnością oraz wyraźną, grubą fakturą. Dzięki tej technice odbiorca może lepiej  komunikować się z daną pracą, odbierać ją za pomocą zmysłu dotyku, a co za tym idzie, odczuwa  dane dzieło jako bardziej autentyczne, prawdziwe i bliższe jemu samemu. Metoda ta jest często wykorzystywana podczas pracy z osobami niewidomymi, dla których pobudzanie zmysłu dotyku wspaniale wpływa na wyobraźnię oraz pozwala zobrazować daną pracę w ich umysłach. Termin haptyczności tak naprawdę znalazł się w terminologii malarskiej dzięki Jackowi Jarczewskiego, który to zadebiutował swoim dyplomem ukończenia Akademii, gdzie zaprezentował nową technologię, tym samym stając się jej prekursorem. Aktualnie wielu artystów wykorzystuje w swojej twórczości tę technikę, między innymi polski architekt Jan Sikora, autor projektu Biblioteki Sopockiej- Sopoteka, gdzie wykorzystał faktury wielu odmiennych materiałów, płaszczyzn, które przyciągają wizualnie i  kuszą swoją formą, aby je odczuć za pomocą zmysłu dotyku.  



Fot. Karolina Kopka.



Jarczewski na wystawie w Galerii Neon zaprezentował serie abstrakcyjnych dzieł, wykonanych z różnych materiałów plastycznych, między innymi: tkanin, odlewów gipsowych oraz również tradycyjnych farb akrylowych i olejnych. Artysta spróbował oddać temat  poprzez zestawienie ze sobą prac mocno kontrastujących ze sobą obrazów, na poziomie koloru, jego intensywności i dynamiki. W ten sposób autor z jednej strony pokazuje moc oraz wyrazistą siłę swoich obiektów wizualnych, natomiast z drugiej strony zestawia je z pracami bardzo subtelnymi, delikatnymi. Twórca wspaniale i bardzo świadomie operuje kolorystyką w swoich dziełach, w sposób bardzo świadomy łączy i dobiera ze sobą kolory, tworzące spójne formy wizualne. Zestawia ze sobą różne płaszczyzny, od tych najbardziej płaskich malowanych pędzlem po większych rozmiarów formy rzeźbiarskie, wykonane z różnych przedmiotów i za pomocą różnych technik. W jego twórczości można odszukać wiele nawiązań do form organicznych, naturalnych  które w dużej mierze inspirują artystę. Jednak to w jak interesujący sposób Jarczewski komponuje każde osobne płótno,  pozwala odbiorcy na dowolną, własną interpretacje danego obrazu. Ważnym i nie przypadkowym elementem wystawy, było samo zaaranżowanie jej w przestrzeni bardzo otwartej i dostępnej dla widza. Galeria Neon jest przeszkloną, jasną i industrialną przestrzenią, gdzie obrazy pełne koloru i kontrastu świetnie się w niej odnajdują oraz są atrakcyjne wizualnie dla odbiorców z zewnątrz, którzy mogą je w łatwy sposób dostrzec.
W surową i świetlistą przestrzeń galerii,  świetnie wpisały się również rzeźby Aleksandra Marka Zyśki. Drewniane obiekty nawiązujące w swojej formie do pierwotnych, prymitywnych rzeźb wspaniale współgrały z wnętrzem galerii. Zyśko zaprezentował swoje interpretacje ludzkiej głowy, wykonanej w sposób bardziej uproszczony oraz abstrakcyjny. Sięgnął po coraz częściej zapominany, szlachetny oraz pierwotny materiał rzeźbiarski jakim jest drewno. Uproszczone, zgeometryzowane obiekty przestrzenne idealnie współpracowały z malarskimi obrazami Jarczewskiego.


Uzupełniającym elementem wystawy był cykl rysunków Łukasza Morawskiego, który pokazał serie szybkich, ekspresyjnych rysunków. Nawiązują one w swojej formie i tematyce do naturalnych pejzaży oraz motywów religijnych.


Zgromadzona twórczość artystów prezentuje nam nowe tendencje, zjawiska w sztuce zaprezentowane przez twórców z ogromnym doświadczeniem i bogatym zapleczem artystycznym. Ich twórczość, mimo upływającego czasu wciąż zaskakuje, inspiruje i zachęca do refleksji, kontemplacji nad danymi zjawiskami jakie poruszają w swoim dorobku twórczym. Wszystkie prace, w szczególności cykl malarstwa Jarczewskiego, oraz obiektów rzeźbiarskich Zyśko, bardzo mocno podkreślają w swoich formach niesamowitą siłę, moc a zarazem subtelność i delikatność, które w połączeniu ze sobą tworzą doskonałą kompozycję artystyczną.










Karolina Kopka











Wystawa ,,Moc i delikatność", Galeria Neon we Wrocławiu, 05.05-15.05.2018 r.

Share
Tweet
Pin
Share
No komentarze



Zbiór – pojęcie początkowo ściśle związane z matematyką,ewoluowało do języka codziennego. Dziś wykorzystywane do określenia pewnego zasobu, kapitału, efektu natrętnego zbieractwa, a nawet wystawy prac rzeźbiarskich. Do zbioru może należeć wszystko, ale czy wszystko może należeć do jednej z dziedzin sztuki – rzeźby?


Fot. Joanna Kozłowska.

Wystawa Wydziału Rzeźby z warszawskiej Akademii Sztuk Pięknych o nazwie ZBIÓR, zdecydowanie nie sięga do żadnych głębszych odniesień. Był to zestaw prac wykładowców związanych z wyżej wymienionym wydziałem. Prezentacją kunsztu, zainteresowań, inspiracji. Formą popisu w ich wewnętrznym gronie, a także wyścigiem między Akademią warszawską i wrocławską. Można powiedzieć, ze Aula w budynku ASP we Wrocławiu, na czas warszawskiej ekspozycji, zamieniła się w wachlarz różnorodności rzeźbiarskiej, a zaprezentowane prace były jak kolorowe piłeczki w rękach żonglujących nimi artystów.

Każdy, kto zapoznał się z tym zbiorem, miał okazję zobaczyć prace począwszy od klasycznie wykonanych głów, przez prace bardziej kojarzone z malarstwem czy kolażem, po różnego rodzaju instalacje, łączące w sobie rozmaite materiały i twórcze strategie. Jest to niezbity dowód, że ta dziedzina sztuki ewoluuje, wychodzi poza pierwotnie wyznaczone ramy. Rzeźba przestaje być posągiem wykonanym w marmurze, ludowym totemem wystruganym w kawałku drewna czy akademickim popiersiem wyrzeźbionym z tak klasycznego materiału jak glina. Artyści, nawet ci, których poczucie estetyki było kształtowane w nurcie tradycyjnym, poszukują nowych rozwiązań, wykorzystują gotowe elementy, robią odlewy z tworzyw sztucznych czy nawet sięgają do nowych mediów. Wszystko po to, by móc pochwalić się swoim kunsztem, a także lepiej oddać to, co ma się do przekazania światu.Tytuły, odnoszące się do myśli filozoficznych czy też do domniemanych przeżyć i emocji autorów, świadczą o tym, że prace nie są tylko i wyłącznie tym, co widzimy. Są efektem zachodzących
w twórcach procesów. Od próby oswojenia się z ciągle zmieniającą się rzeczywistością po okiełznanie trudnych, noszonych w sobie emocji czy nawet traum. Pomimo pierwszego zachwytu i pewnego rodzaju katharsis, jakiego można doświadczyć obcując z pracami, pojawia się pytanie, gdzie  zaczyna i kończy się rzeźba? Jak zweryfikować, czy multimedialne zapiski działań artystycznych podane w estetycznej obudowie lub ślad, dokument po manifeście w postaci tablicy,to właśnie rzeźba. Czy potrzebne są nam cztery ściany i wiszący
w nich plakat informujący, że jest to wystawa właśnie tej dziedziny sztuki?

Oprócz dzieł klasycznych i takich, które niepodważalnie posiadają cechy sztuki przestrzennej i których dzięki temu,trudno nie zakwalifikować do rzeźby, w „Zbiorze” dominowała twórczość konceptualna, niejednokrotnie budząca pytanie postawione powyżej. Przy współczesnych możliwościach i zasobach, łatwo jest przekroczyć wytyczone granice. Zanikają one pozwalając na wszystko. Artysta wie, co tworzy, ale co z tą twórczością ma począć nie zawsze w pełni świadomy i obeznany w danej dziedzinie odbiorca.


ZBIÓR - wystawa Wydziału Rzeźby warszawskiej ASP, Akademia Sztuk Pięknych im. Eugeniusza Gepperta we Wrocławiu, Aula.





Wiktoria Owczarek
Share
Tweet
Pin
Share
No komentarze
Fot. Michalina Staniszewska.

Poruszając tematy odmiennych wyznań religijnych i filozoficznych, często mamy nieprzyjemność spotkania się z negatywną ich interpretacją, bądź kompletnym odrzuceniem wynikającym z niewiedzy rozmówcy. Co więcej, sztuka religijna obecnie boryka się z niechęcią odbiorców, gdyż według wielu, rodzi tylko konflikty. Chyba, że stanowi ilustrację krytycznego podejścia autora, a w szczególności, gdy tyczy się sytuacji w Polsce. Jednak ta wyjątkowa ekspozycja, nie ma w zamiarze rodzić nienawistnych konfliktów, a wręcz nakłaniać do ich rozwiązania.

"Kurz Zen" autorstwa małżeństwa mnichów Ewy Hadydoń oraz Nyogena Nowaka, wzbudza w odwiedzających mieszane uczucia. Dla widzów, którzy najczęściej znają przede wszystkim chrześcijaństwo i jego odłamy, założenia nurtu filozoficznego jakim jest buddzym, dla wielu są obce, bądź niezrozumiałe. Dlatego wydarzenia artystyczne,  warsztaty czy wystawy, które mają bezpośrednio związek ze nieznaną kulturą, nie zawsze spotykają się z szerokim odbiorem.  

Autorzy wystawy skupiają się wokół nurtu Zen i pisma siddham, używanego jedynie do zapisu tekstów sakralnych. W swoich dziełach zdecydowali się połączyć obraz i słowo, co stanowi typowy zabieg dla wielu artystów związanych z tym nurtem. Słowa okazują się nie być satysfakcjonującym środkiem wyrazu dla wyznawców Zen, co zmusza ich do połączenia tradycyjnego pisma i malarstwa. W tej ekspozycji, proces twórczy stanowi formę medytacji i ma za zadanie pogłębienie wiedzy osób niewtajemniczonych w japońskią odmiannę buddyzmu. Dorobek artystyczny obu mnichów jest mieszanką zarówno technik, podkładów, jak i wątków będących twórczą inspiracją. 


Fot. Michalina Staniszewska.


Ewa Hadydoń skupia się na trzynastu ikonicznych portretach, z czego każdy ukazuje inny aspekt samego Buddy. Cytując samą autorkę "Każdy z Buddów ma swój specyficzny mistyczny werset, często uważany za kwintesencję buddyskiej sutry", która zawarła je w twarzach Buddów w swoim cyklu prac. Portrety wykonane są w technice aerografu i ołówka, na podkładach formatu zbliżonego do A4. Każdy ze zwojów Nyogena Nowaka, zanim trafiły na wystawę we wrocławskiej Galerii Miejskiej, znalazły się w świątyniach i domach mieszkalnych, gdzie odbiorcy mogli w spokoju dumać nad ich treścią. Autor w swoim artystycznym manifeście podkreśla istotę witalnej energii zawartej w sztuce Zen, gdzie marginalna jest jakość tuszu i technika malarska, a właśnie natężenie energii stanowi najcenniejszy aspekt w odbiorze. Silne pociągnięcia pędzlem tworzą harmonię z delikatnymi muśnięciami farb wodnych, co tworzy malarskie kontrasty oddające balans przeciwieństw w założeniach buddyzmu. 

Sztuka, z którą mamy do czynienia w dzisiejszych czasach, coraz częściej stanowi kwintesencję chaosu i zapowiedzi pogarszającej się przyszłości. "Kurz Zen" pozwala oderwać się od ponurej wizji, której często towarzyszy sarkastyczny komentarz rzeczywistości i nakłania do pokojowej interpretacji. Sugeruje, że czasem warto się zatrzymać i zamiast szukać powodów do konfliktu z innymi, skupić się na poszukiwaniu rozwiązań problemów wewnętrznych. 



Michalina Staniszewska


"Kurz Zen", 08.03.2018 - 30.03.2018. Galeria Miejska, Wrocław.
Share
Tweet
Pin
Share
No komentarze

Plener jest nieodłączną częścią każdych studiów artystycznych.  W tym celu, 19 maja 2018 roku, studenci II roku Mediacji Sztuki zostali zaproszeni do współpracy z doktorantką Marią Bitką, aby wziąć udział w warsztatach i zorganizować wystawę w  Miejscu X w Opolu.

Montaż wystawy rozpoczął się w sobotę rano. Prace prezentowane przez mediatorów były odpowiedzią na semestralne tematy pracowni Słowa i Obrazu, prowadzonej przez profesor Darię Milecką, Katarzynę Gemborys i Marcelinę Groń. Na ścianach zawisły plakaty odczarowujące brzydkie słowa, takie jak cunt, kikut, rzygi, czy kurwignot, a także różnorodne kompozycje formalne ułożone z liter i interpretacje hasła emblemat.

Fot. Wojtek Chrubasik.

Fot. Wojtek Chrubasik.

W niedzielę rano, 20 maja, przyszedł czas na warsztaty. Dwie godziny zostały poświęcone na spacer po mieście, podczas którego studenci szukali ciekawych napisów i dokumentowali typografię miasta. Powstałe podczas tych eksploracji fotografie i materiał wideo zostały zmontowane w krótkie filmy i zsynchronizowane z programem umożliwiającym miksowanie wizualizacji za pomocą wciskania liter na klawiaturze. Do dyspozycji mediatorów oddany został także pusty kiosk, w którym Łukasz Kwiliński i Stefania Gazda zorganizowali mini jam session.

Wernisaż rozpoczął się o 19.00 performansem Marii Bitki zatytułowanym ‘’Smells like teen spirit’’. Autorka zaczęła od zamocowania konstrukcji z zielonego papieru na drucie pod stropem pomieszczenia. Następnie do środka włożyła lampkę o różowym świetle i otworzyła butelkę wódki. Włączyła tytułową piosenkę zespołu ,,Nirvana” i nalała alkoholu do kieliszka. Weszła do papierowego namiotu i nabierając słomką płyn, zaczęła tworzyć wzory, mocząc papier od środka. Akcja trwała do końca piosenki i została zakończona wzorem serca na papierze.


Fot. Wojtek Chrubasik.


Po chwili poświęconej na obejrzenie prac, grupa muzyków przygotowała sprzęt i rozpoczęła występ. Pomieszczenie wypełniła swobodna muzyka gitar i bębnów. W trakcie jam session widzowie zostali zaproszeni do uruchamiania wizualizacji wyświetlanych na rozwieszonej tkaninie, zyskując tym samym możliwość zwrócenia większej uwagi na elementy miasta mijane przez nich na co dzień. 



Angelika Ciach


Wernisaż wystawy INTRO w Miejscu X w Opolu.
Share
Tweet
Pin
Share
No komentarze
Newer Posts
Older Posts

Kim jesteśmy?

Krytyka Artystyczna to przedmiot warsztatowy na kierunku Mediacja Sztuki, prowadzony pod kierunkiem dr Agnieszki Kłos na Akademii Sztuk Pięknych im. Eugeniusza Gepperta we Wrocławiu.
Piszemy teksty krytyczne, artykuły, recenzje z aktualnych wydarzeń kulturalno-artystycznych w szkole, naszym mieście i regionie.

Facebook

Facebook Krytyki Artystycznej

Instagram

Instagram Krytyki Artystycznej

Stare Dzieje

Archiwalny Blog Krytyki

Archiwum Bloga

  • czerwca (1)
  • maja (33)
  • stycznia (19)
  • czerwca (8)
  • maja (15)
  • kwietnia (2)
  • stycznia (20)
  • grudnia (1)
  • czerwca (20)
  • maja (9)
  • kwietnia (2)
  • marca (1)

Created with by ThemeXpose | Distributed By Gooyaabi Templates